Sieci niezgody: czego oczekujemy od psychologów w Internecie?

Contents [show]

Wybierając psychologa, dokładnie badamy jego strony w sieciach społecznościowych. Dla kogoś ważne jest, aby specjalista był sympatyczny. Ktoś szuka profesjonalisty, który w ogóle nie mówi o sprawach osobistych. O tym, czy można zadowolić wszystkich w tym samym czasie, spierają się sami eksperci.

Próbując wybrać odpowiedniego specjalistę, często zwracamy uwagę na to, jak pozycjonuje się w sieciach społecznościowych. Niektórych pociągają psychologowie, którzy szczerze i radośnie opowiadają o swoim życiu. A ktoś, przeciwnie, jest nieufny wobec takich osób, woli pracować z terapeutą, który nie prowadzi ani Instagrama, ani Facebooka.

W grupach klientów, którzy cierpieli z powodu pozbawionych skrupułów profesjonalistów, często kłócą się o to, czy psycholog (który w rzeczywistości jest tą samą osobą, co reszta z nas) ma prawo dzielić się rodzinnymi zdjęciami, przepisem na ulubiony placek, czy nowa piosenka ulubionego artysty w sieciach społecznościowych. Postanowiliśmy dowiedzieć się, co na ten temat sądzą nasi eksperci – psycholog Anastasia Dolganova i specjalista od terapii krótkoterminowej zorientowanej na rozwiązanie, psycholog Anna Reznikova.

Światło w oknie

Dlaczego często patrzymy na psychologa jak na istotę niebiańską? Być może to tylko część rozwoju nauki: kilka wieków temu za magika uważano lekarza, który potrafił splatać kości lub wyrywać ząb. A nawet trochę się boję. Dziś z jednej strony cuda medycyny nas mniej dziwią, z drugiej całkowicie ufamy specjalistom, wierząc, że to oni są odpowiedzialni za nasze samopoczucie.

„Z postrzegania psychoterapeuty jako złego lub dobrego maga, doszliśmy do postrzegania psychoterapeuty jako kolosa, ideału, na którym można polegać na własnym, kruchym życiu”, wyjaśnia Anastasia Dolganova. – Potrzeba klienta jest tak wielka, jak niezdolność psychologów i psychoterapeutów do zaspokojenia tych pragnień…

Poza zawodem istnieje cała mitologia o tym, kim psychoterapeuta powinien, a czym nie powinien być, zarówno jako specjalista, jak i jako osoba. Na przykład: możesz mu wszystko powiedzieć, a on wszystko zaakceptuje, bo jest terapeutą. Nie może być na mnie zły, niegrzeczny, nie może się na mnie nudzić. Nie powinien mówić o sobie, nie powinien przytyć, chorować ani się rozwodzić. Nie może jechać na wakacje, jeśli jestem chory. Nie może być przeciwko temu, że biorę konsultację z innym specjalistą. Powinien lubić wszystkie moje uczucia i decyzje – i tak dalej.

Psychoterapia to przede wszystkim praca. To nie jest idealne życie i nie idealni ludzie. To ciężka praca

Czasami jesteśmy rozczarowani do psychologa rzeczami zupełnie nieoczekiwanymi – i nie wszystkie z nich dotyczą tak naprawdę pracy. Na przykład klient odmawia współpracy z terapeutą, ponieważ jest „niesportowy”, a klient przerywa spotkania po trzech sesjach, ponieważ gabinet specjalisty nie jest idealnie uporządkowany. Każdy ma prawo do własnych wyobrażeń na temat piękna, ale nawet specjalista nie zawsze potrafi przewidzieć, co dokładnie stanie się bodźcem dla klienta. I oboje mogą zostać zranieni w tej sytuacji i to bardzo poważnie.

Ale z urokiem należy również obchodzić się z najwyższą ostrożnością. Zdarza się, że użytkownicy portali społecznościowych są tak zafascynowani zdjęciami psychologa na wyścigu motocyklowym, w towarzystwie ukochanej babci lub kotów, że chcą dotrzeć do niego i tylko do niego. Co takie podejście klienta sygnalizuje psychologowi?

„Jeśli klient wybiera terapeutę na podstawie tego, że nadal pisze o swoim życiu osobistym, dobrze byłoby porozmawiać o tym na sesji. Zwykle takie podejście kryje w sobie wiele fantazji, a nawet bólów klienta, o których można dyskutować – mówi Anna Reznikova.

 

Anastasia Dolganova wspomina: „Prawdopodobnie jednym z najsłabiej rozumianych pomysłów, zarówno przez samych psychologów, jak i ich klientów, jest to, że psychoterapia to tak naprawdę przede wszystkim praca. To nie jest idealne życie i nie idealni ludzie. To trudna praca, a romantyczna lub demoniczna aureola tylko w nią przeszkadza.

Wiedzieć czy nie wiedzieć – oto jest pytanie!

Niektórzy potencjalni klienci oceniają specjalistę pod kątem jego szczerości w Internecie. Jakich uczuć doświadcza ktoś, kto w zasadzie nie chce nic wiedzieć o specjaliście jako osobie i wybiera psychologa w myśl zasady „jeśli nie jesteś na Facebooku, to znaczy, że jesteś zdecydowanie dobrym profesjonalistą”?

„Nie chcę nic o tobie wiedzieć” oznacza „Chcę, żebyś był ideałem”, wyjaśnia Anastasia Dolganova. — Nawet psychoanalitycy, dla których brak samoujawnienia był od dawna istotną częścią profesjonalnej techniki, nie traktują teraz tej zasady kategorycznie. Osoba zdrowa psychicznie i psychicznie jest w stanie tolerować inną osobę obok siebie bez idealizowania jej – i jest to część wzrostu i rozwoju, zadań, które będzie realizować każda głęboka psychoterapia.

 

Praca jest tylko częścią osobowości. Za każdym specjalistą kryją się przezwyciężenia i doświadczenia, błędy i zwycięstwa, ból i radość. Uwielbia zwariowane komedie, filcowanie i łowienie pod lodem. I o tym też napisz. Więc czy powinieneś subskrybować aktualizacje swojego terapeuty? Decyzja jak zwykle należy do nas.

„Nie chcę nic wiedzieć o moim specjaliście, tak jak nie chcę, aby wiedział o mnie coś osobistego”

 

„Osoba może nie chcieć mieć intymnych informacji na temat swojego terapeuty, tak jak może nie chcieć mieć takich informacji o jakiejkolwiek innej osobie, dopóki nie jest to uzasadnione związkiem” – wyjaśnia Anastasia Dolganova. „Więc nie jest to wyłączna zasada dla terapeuty i klienta, ale uniwersalna ludzka uprzejmość i szacunek dla drugiego”.

Jak psychologowie radzą sobie z tym problemem? I dlaczego dokonują pewnych wyborów?

„Nie subskrybuję mojej terapeutki w sieciach społecznościowych, ponieważ dla mnie chodzi o granice – moje i innej osoby” – komentuje Anna Reznikova. „W przeciwnym razie mogę mieć fantazje, które będą przeszkadzać w naszej pracy. To nie jest strach ani dewaluacja: mamy stosunki robocze. Bardzo dobrze – ale nadal działa. I pod tym względem nie chcę nic wiedzieć o moim specjaliście, tak jak nie chcę, aby wiedział o mnie coś osobistego. W końcu może nie jestem jeszcze gotowy, żeby mu wszystko opowiedzieć…”

Ryzyko i konsekwencje

Ekstremalna szczerość może być urzekająca. Ogólnie rzecz biorąc, sieci społecznościowe mają na celu pokazanie się nie tylko jako specjalista, ale także jako żywa osoba. W przeciwnym razie, dlaczego są w ogóle potrzebne, prawda? Nie całkiem.

„Spotkałem opinie w Internecie, takie jak: „Ludzie, nie studiowałem psychologii i przechodzę terapię osobistą, aby się teraz ograniczyć!” Rozumiem to, ale do takiej szczerości, oprócz brawury i protestu, potrzebujemy przynajmniej dobrze uformowanego, stabilnego systemu wsparcia zewnętrznego i samopodtrzymywania” – jest pewna Anastasia Dolganova. „A także świadomość, krytyczność tego, co piszesz, oraz umiejętność przewidywania reakcji”.

Co dokładnie ryzykuje psychoterapeuta, który opowiada o wydarzeniach i cechach swojego życia osobistego w sieciach społecznościowych? Przede wszystkim szczery, jasny kontakt z klientem.

„Psychoanalityczka Nancy McWilliams napisała: „Pacjenci postrzegają rewelacje psychoterapeuty jako przerażające odwrócenie ról, jakby terapeuta wyznał pacjentowi nadzieję, że go uspokoi” – cytuje Anna Reznikova. – Czyli skupienie uwagi przenosi się z klienta na terapeutę i w ten sposób zamieniają się miejscami. A psychoterapia to bardzo jasny podział ról: ma klienta i specjalistę. Ta klarowność zapewnia klientom bezpieczną przestrzeń do odkrywania swoich uczuć”.

Ponadto możemy z góry ocenić kompetencje specjalisty, nie zawsze dostrzegając różnicę między nim jako profesjonalistą a prostą osobą.

„Jeśli klient jest świadomy osobliwości życia osobistego terapeuty: na przykład, że nie ma dzieci lub jest rozwiedziony, może nie chcieć omawiać podobnych problemów ze specjalistą”, ostrzega Anna Reznikova. – Logika jest mniej więcej taka: „Tak, co on w ogóle może wiedzieć, skoro sam się nie urodził/rozwiódł/przemienił?”

Warto mieć krytyczne oko – nie tylko na innych, ale także na siebie.

Ale są też kwestie bezpieczeństwa. Niestety historie takie jak tragedia bohatera filmu „Szósty zmysł” odnajdujemy nie tylko na ekranie.

„Nigdy nie wiesz, co myśli twój klient lub jego krewni. Na jednej z grup koledzy opowiedzieli historię: dziewczyna długo chodziła do psychologa i oczywiście zaszły w niej zmiany. A jej mężowi się to nie podobało. W rezultacie znalazł specjalistę i zaczął grozić rodzicom ”- mówi Anna Reznikova.

Generalnie wszystko może się zdarzyć, a w każdym razie warto zachować krytyczne spojrzenie – nie tylko na otaczających Cię ludzi, ale także na siebie. A dla specjalisty jest to chyba ważniejsze niż dla klienta. Czy są jakieś materiały, których specjalista zdecydowanie nie powinien przesyłać do swoich sieci społecznościowych? Co i jak sami psychologowie nie piszą na swoich stronach?

„Wszystko tutaj jest bardzo indywidualne i zależy od tego, w jakim kierunku podąża terapeuta, a także od standardów etycznych, które są mu osobiście bliskie” – mówi Anna Reznikova. — Nie zamieszczam zdjęć moich bliskich, własnych zdjęć z imprez czy w nieodpowiednich ubraniach, nie używam w komentarzach „potocznych” zwrotów mowy. Piszę historie z życia, ale jest to bardzo mocno przetworzony materiał. Celem moich postów nie jest opowiadanie o sobie, ale przekazanie czytelnikowi idei, które są dla mnie ważne.”

„Nie zamieszczałabym w sieci żadnych informacji, które uważam za intymne”, mówi Anastasia Dolganova. „Nie robię tego ze względu na granice i bezpieczeństwo. Im więcej ujawniasz o sobie, tym bardziej jesteś bezbronny. A ignorowanie tego faktu w stylu „ale i tak to zrobię, bo chcę” jest naiwne. Początkujący terapeuci są zwykle zaangażowani w szczere historie o sobie. Doświadczeni i poszukiwani terapeuci są bardziej powściągliwi. Ujawniają tylko rzeczy o sobie, które mogą poradzić sobie z krytyką w przypadku negatywnej opinii”.

Osoba czy funkcja?

Do psychoterapeuty przychodzimy jako profesjonalista, ale każdy profesjonalista to przede wszystkim człowiek. Zrozumiałe czy nie, to nam się podoba czy nie, z podobnym poczuciem humoru lub wcale – ale czy psychoterapia jest w ogóle możliwa bez pokazywania klientowi swojej „ludzkiej” strony?

„Odpowiedź zależy od rodzaju i czasu trwania terapii” – wyjaśnia Anastasia Dolganova. – Nie zawsze zadania, jakie klient stawia przed terapeutą, wymagają budowania dobrych relacji w ramach tego procesu. Część prac jest dość techniczna. Jednak prośby, które wiążą się z głębokimi zmianami osobistymi lub ustanowieniem sfery komunikacyjnej lub relacji, wymagają zbadania zjawisk emocjonalnych i behawioralnych, które pojawiają się między terapeutą a klientem podczas ich wspólnej pracy. W takiej sytuacji ujawnienie się terapeuty i reakcje klienta na to stają się jednym z ważnych elementów rozwoju.

Użytkownicy forów i publicznych stron poświęconych pracy psychologów piszą czasem: „Specjalista dla mnie nie jest wcale osobą, nie powinien mówić o sobie i musi skupiać się wyłącznie na mnie i moich problemach”. Ale czy nie sprowadzamy w takich przypadkach osobowości osoby, której powierzamy się wyłącznie do funkcji? Czy możemy powiedzieć, że jest to zdecydowanie złe lub dobre?

Doświadczony terapeuta jest w stanie doświadczyć bycia postrzeganym jako funkcja.

„Traktowanie terapeuty jako funkcji nie zawsze jest złe”, mówi Anastasia Dolganova. – W niektórych przypadkach taki pogląd oszczędza czas i energię zarówno klienta, jak i psychologa. Terapeuta, który w swoim rozwoju przeszedł już fazę „Chcę być dla wszystkich najlepszą przyjaciółką i dobrą matką”, leczy takie przypadki, prawdopodobnie nawet z pewną ulgą. Myśli sobie coś w stylu: „OK, to będzie prosty, zrozumiały i techniczny proces na kilka miesięcy. Wiem co robić, to będzie dobra robota.”

Nawet jeśli profesjonalista zachowuje się nienagannie, nie może nie reagować w ogóle na to, że klient widzi w nim zestaw opcji. Czy specjaliści są zmartwieni, gdy dowiadują się, że mogą być tylko „symulatorami”? Zapytajmy ich!

„Doświadczony terapeuta jest w stanie doświadczyć, że jest postrzegany jako funkcja”, jest pewna Anastasia Dolganova. – Jeśli przeszkadza w pracy, to wie, co z tym zrobić. Jeśli to zepsuje mu życie osobiście, ma opiekuna, który pomoże uporać się z tymi uczuciami. Myślę, że przedstawianie terapeuty jako nadwrażliwego jest tylko drugą skrajnością przedstawiania go jako jedynego funkcjonalnego”.

„Jeśli psycholog jest zdenerwowany, że klient traktuje go w taki czy inny sposób, jest to dodatkowy powód, aby przejść na superwizję i terapię osobistą” – zgadza się Anna Reznikova. Nie będziesz miły dla wszystkich. Ale jeśli klient już do Ciebie przyszedł, to znaczy, że ufa Ci jako specjaliście. A to zaufanie jest ważniejsze niż to, jak on cię traktuje. Jeśli jest zaufanie, wspólna praca będzie skuteczna.”

Daj mi książkę reklamacyjną!

Możemy narzekać na tego czy tamtego terapeutę, skupiając się na kodeksie etycznym organizacji lub stowarzyszenia, z którym współpracuje. Nie ma jednak wspólnego dokumentu zatwierdzonego dla wszystkich psychologów, który określałby normę w relacji między terapeutą a klientem w naszym kraju.

„Teraz wiele osób potrzebujących pomocy trafia do różnych nieszczęsnych specjalistów. Po komunikowaniu się z nimi klienci są albo rozczarowani terapią, albo wracają do zdrowia przez długi czas, mówi Anna Reznikova. – I dlatego po prostu potrzebny jest kodeks etyczny, który szczegółowo określi, co można zrobić, a czego nie można. Niestety nie każdy potrafi kierować się zdrowym rozsądkiem: coraz częściej spotykamy „specjalistów”, którzy nie mają podstawowego wykształcenia, odpowiednich godzin terapii osobistej, superwizji”.

A ponieważ nie ma jednego „prawa”, które byłoby wiążące dla wszystkich, my, klienci, używamy dźwigni wpływu, która jest dla nas najbardziej dostępna, jeśli nie możemy znaleźć sprawiedliwości dla niekompetentnego specjalisty: zostawiamy nasze recenzje na różnych stronach na Sieć. Z jednej strony Internet znacznie poszerza granice wolności słowa. Z drugiej strony daje też pole do manipulacji: w społecznościach, w których zwyczajowo zostawia się opinie o psychologach, najczęściej możemy słuchać tylko jednej strony – tej, która ma prawo mówić o tym, co się wydarzyło. A ostatnio nie tylko guru bez dyplomów są „w dystrybucji”…

„W ciągu ostatnich trzech lat kontekst pracy komisji etycznych zmienił się diametralnie”, wyjaśnia Anastasia Dolganova. „O ile wcześniej zajmowali się głównie naprawdę rażącymi przypadkami wyzysku i nadużyć klientów przez laików, teraz kultura publicznych skarg stworzyła sytuację, w której członkowie takich komisji muszą spędzać większość czasu na studiowaniu niezdrowych i nieadekwatnych roszczeń przeciwko terapeuci, zajmujący się ukrywaniem informacji, jawnymi kłamstwami i oszczerstwami. Znakiem czasu stały się też ogólne zatłoczenie: skargi są pisane w takich ilościach, jak nigdy dotąd”.

Psychoterapeuci potrzebują ochrony przed perypetiami tego świata nie mniej niż klienci

„Jeżeli w zawodzie tworzą się mechanizmy ochrony klienta: ten sam kodeks etyczny, komisje etyczne, programy kwalifikacyjne, superwizja, to nie ma mechanizmów ochrony terapeuty. Co więcej: terapeuta etyczny ma związane ręce w kwestii własnej ochrony! – mówi Anastasia Dołganowa. – Na przykład każdy klient psychologa Maszy może w dowolnym miejscu i z dowolnego powodu napisać „Masza nie jest terapeutą, ale ostatnim draniem!” Ale Masza pisze „Kolya jest kłamcą!” nie może, bo w ten sposób potwierdza fakt swojej pracy i narusza warunek poufności, który jest kluczowy dla psychoterapii. Oznacza to, że nie wygląda to zbyt dobrze na polu publicznym. Obecnie nie ma działających mechanizmów regulacji tej sytuacji, ale już trwają rozmowy i refleksje na ten temat. Najprawdopodobniej z czasem narodzi się z nich coś nowego. ”

Czy warto osobno ustalać normy, które pomogłyby psychologom poruszać się po świecie Internetu, co w ten czy inny sposób implikuje pewną szczerość? Być może oni sami potrzebują ochrony przed perypetiami tego świata nie mniej niż klienci.

„Uważam, że w kodeksach etyki zawodowej potrzebne są nowe punkty, które pozwolą terapeucie uzyskać wskazówki we współczesnej przestrzeni publicznej i zadbać zarówno o bezpieczeństwo swoich klientów, jak i własne. Jako takie punkty widzę na przykład jasną definicję intymności i zalecenia dotyczące tego, co terapeuta powinien, a czego nie powinien robić w przypadku publicznych negatywnych recenzji jego pracy lub osobowości ”- podsumowuje Anastasia Dolganova.

Dodaj komentarz